| Serbia - Markovac, Stary Hrast |
|
|
| Wpisał(a): Ludmiła | |||
| Środa, 01 grudnia 2010 | |||
|
Na południe Europy (szeroko pojęte Bałkany) jeździliśmy samochodem już wielokrotnie, przetestowaliśmy także kilka tras (począwszy od autostrad, skrótów przez Słowację i Węgry, poprzez krajoznawczy przejazd przez Serbię, Bułgarię, Chorwację, aż po ekstremalne przeprawy przez Rumunię czy Czarnogórę), wnioski są dwa: jeśli chcesz jak najszybciej dojechać na miejsce trzymaj się autostrad, jeśli masz więcej czasu i lubisz dreszczyk emocji - wybierz drogi alternatywne.
W tym artykule opiszę sugerowaną samochodową trasę: Polska (Kraków, Katowice) - Grecja, łatwa szybka i z atrakcjami po drodze. Kraków, Katowice (PL) - Zilina (SK) - Bratysława (SK) - Gyor (HU) - Budapeszt (HU) - Szeged (HU) - Nowy Sad (SRB) - Belgrad (SRB) - Nocleg np. Stari Hrast ok.100km za Belgradem (SRB) - Niś (SRB) - Kumanovo (MK) - Veles (MK) - Saloniki (GR) Podróż do Grecji samochodem rozpoczęła się niedzielnym lipcowym porankiem, ok. 5:00 przekraczaliśmy już granicę w Zwardoniu. Odcinek Zwardoń-Cadca-Zilina jest najwolniejszym z całej podróży (nie licząc polskich dróg - tu wszyscy wiemy jak jest). W Zilinie wpadamy na autostradę i tak już do samej mety :) Po stronie słowackiej należy zaopatrzyć się w winietkę. Słowacy często blokują autostradę i sprawdzają naklejki na szybie. Na autostradzie do Bratysławy należy uważać na ukryte w pasie zieleni stacjonarne fotoradary. Bezproblemowo mijamy Bratysławę i dojeżdżamy do granicy węgierskiej, gdzie zaopatrujemy się w węgierską winietkę (kupując podajemy nr rejestracyjny samochodu, najlepiej zabrać ze sobą dowód rejestracyjny, bywa że dogadanie się z naszym bratankiem graniczy z cudem :) Dalej przez Budapeszt (na autostradzie w godzinach szczytu potrafią być korki) i do Szegedu (granica). Autostrady na Węgrzech to bajka, jeździ się gładko i szybko. Newralgicznym punktem jest granica w Szegedzie (przejście węgiersko-serbskie), na którym podczas podróży do Bułgarii dwa lata wcześniej staliśmy ok. 7 godzin. Tym razem, nauczeni doświadczeniem (przejścia tego należy unikać w wakacje od piątku wieczora do sobotniej
nocy, ponadto każdy wakacyjny weekend gwarantuje mega korki, w szczególności należy wystrzegać się podróży przed tureckimi świętami, podczas których tabuny
załadowanych różnościami samochodów pędzą w kierunku Stambułu i dalej na
wschód), udało nam się tę trasę pokonać w godzinę. Na granicy nie warto kupować dinarów, ponieważ w większości miejsc można płacić kartą, nawet na bramkach gdzie przyjmują również twardą walutę. Zaopatrzyć się należy tylko w dwie karty (VISA I MasterCard) najlepiej bez chipa (Serbskie terminale i bankomaty, rzadko je akceptują). Z Szegedu już serbską jednopasmową niby-autostradą jedziemy do Nowego Sadu (tutaj polecamy Twierdzę w Petrovaradin). Na Serbskich drogach często można spotkać "suszarkę" tak więc nie szaleć i trzymać się przepisów. Za Nowym Sadem wskakujemy na dwupasmową autostradę (niestety już płatną do samej granicy z Macedonią - kilka bramek). Tuż przed międzylądowaniem na nocleg (Stari Hrast), warto zwiedzić twierdzę w Smederevie - uważanej za największą średniowieczną fortecę w Europie. Ok. g. 16 dotarliśmy do Starego Hrastu - motelu w Serbii, położonego przy autostradzie niedaleko małej miejscowości Markovac. Zjeżdża tutaj dużo turystów, różnych narodowości zmierzających na południe Europy. Po południu można pieszo podejść do pobliskiej wioski i w serbskim supermarkecie (tak, duży supermarket na wiosce) zaopatrzyć się w lokalne trunki :). Warunki w motelu były przeciętne. Pokoje niewielkie, pościel i łazienki czyste, ale przydałby się już remont. Następnego dnia po śniadaniu czyli ok. godz. 7.15 ruszyliśmy w dalszą drogę. Samo śniadanie było raczej ubogie, składało się z: filiżanki herbaty/kawy, jajka sadzonego, 2 plasterków szynkopodobnej wędliny, odrobiny masła i sera, dużej bułki, małego dżemiku i z kilku plasterków pomidora na osobę. Jeśli weźmiemy pod uwagę Stary Hrast jako jeden nocleg w trasie dla zregenerowania sił, to jest on do zaakceptowania, jednak na dłuższy pobyt zdecydowanie odradzamy. Z ciekawszych rzeczy, które na pewno zapamiętamy z tego miejsca, to pasące się wieczorem pod oknami naszego pokoju stado baranów i ich wszechobecne beczenie. Serbia ostatniego roku zainwestowała ciężkie pieniądze w rozbudowę autostrad, zwłaszcza na odcinku od Niszu do granicy Macedońskiej, gdzie praktycznie na całej długości trwały prace na odcinku równoległym do obecnej autostrady. Kontynuując podróż przejeżdzamy przez Niś (SRB) i kierujemy się na przejście graniczne Serbia-Macedonia (w drodze powrotnej warto zaopatrzyć się w kilka drobnych monet, ponieważ po stronie macedońskiej często można spotkać żebrzące dzieci). Na granicy serbsko - macedońskiej czekaliśmy niecałe pół godziny. Przejeżdżając przez Macedonię rekomendujemy Stobi - ruiny antycznego miasta. Przejazd przez ten uroczy kraj (autostrada przeważnie dwupasmowa), wiedzie w dużej mierze przez góry i tunele, koniecznie trzeba zatrzymać się na chwilę na podziwianie widoków. Tuż przed wjazdem na terytorium Grecji warto zatankować do pełna, różnica w cenie paliwa jest znaczna (ok 1 euro po stronie Macedońskiej i 1,5-1,7 euro w Grecji). Do Salonik docieramy ok. godz. 15 w poniedziałek. Podział trasy na dwa dni ma wiele zalet: jedzie się spokojnie, na miejsce docierasz nie zmęczony, po drodze masz czas aby się zatrzymać i zobaczyć co nieco, możesz zaplanować przejazd w godzinach mniejszego nasilenia ruchu w newralgicznych punktach. Jeżeli jesteś jedynym kierowcą nie masz wyboru, musisz podzielić w/w trasę na dwa dni.
Węgry:
Serbia:
Macedonia:
Grecja:
|


Komentarze